Ludowa kultura Pomorza Zachodniego

Pomorze Szczecińskie, Pomorze Nadodrzańskie, dzielnica historyczna obejmująca obecne województwo zachodniopomorskie i zachodnią część województwa pomorskiego oraz wschodnie część kraju związkowego Meklemburgia-Pomorze Przednie w Niemczech; od 1122 lenno polskie, 1181 uzależnione od cesarstwa, 1185 od Danii, 1232 od Brandenburgii; w XIV-XVI w. próby zbliżenia z Polską; 1637 opanowane przez Szwecję (po śmierci ostatniego księcia zachodniopomorskiego – Bogusława XIV); 1648 część wschodnia przeszła pod panowanie Brandenburgii (od 1701 Prus), reszta pod rządami Szwecji (do 1815); od 1945 w granicach Polski. (Encyklopedia Multimedialna PWN `99.)

Ludowa kultura Pomorza Zachodniego jest właśnie rezultatem kulturowych zdarzeń i asymilacji. Na gruncie autochtonicznej kultury dawnych plemion pomorskich nawarstwiały się wpływy obce, przenoszone przez kolejne fale osadnictwa, reprezentujące różne kultury regionalne z różnych okresów historii od XII po XIX stulecie. Kumulatywny charakter kultury spowodował, że w procesie tym stosunkowo prędko zatarły się te kulturowe różnice wewnątrz granic Zachodniego Pomorza, które niegdyś pozwalały zapewne odróżnić poszczególne terytoria plemienne Wolinian, Pyrzyczan i innych tamtejszych grup etnicznych.
Te bowiem różnice zarówno dialektologiczne, jak i etnograficzne, które na Pomorzu stwierdzamy w XIX stuleciu są rezultatem całkiem niedawnych procesów różnicujących.
Na procesy asymilacyjne w ludowej kulturze Pomorza Zachodniego oddziałały zatem dwa decydujące czynniki: ilościowy wzrost żywiołu niemieckiego i normująca działalność władz terenowych, które reprezentowały niemiecką specyfikę kulturową. Jeżeli więc chcemy szukać tych składników ludowej kultury Pomorza, które należą do starej autochtonicznej warstwy kulturowej, to znajdziemy je przede wszystkim albo we wsiach, które z racji swego geograficznego, mało dostępnego położenia pozostawały w pewnej izolacji kulturowej albo leżały w okolicy w której przewagę liczebną mieli pierwotni mieszkańcy tej krainy, tj. Pomorzanie-autochtoni których Niemcy określali nazwą Wendów. Niemniej w młodszej niemieckiej i holenderskiej warstwie kulturowej Pomorza Zachodniego znalazło się także sporo elementów słowiańskich, gdyż jak wyżej wspomniano w procesach asymilacyjnych trudno było tego uniknąć.
Stosunkowo najliczniejsze archaiczne elementy ludowej autochtonicznej kultury Pomorza Zachodniego, znajdujemy u Słowińców. Pod nazwą tą obecnie w literaturze rozumie się słowiańską ludność niektórych wsi powiatu słupskiego między rzekami Łupawą a Łebą. Nazwa ta jest etnonimem urobionym od miana Słowian. Etnonim ten powstał prawdopodobnie wśród samych Słowińców. Słowińcy zdają się być kaszubską grupą etniczną. Przemawiałyby za tym liczne wspólne elementy kulturowe. Czy jednak mianem Kaszubów należałoby objąć całą dawną polską ludność Pomorza Zachodniego? Jakkolwiek faktem jest, że nazwa Kaszubów doszła na obszar obecnej kaszubszczyzny i tam przyjęła się dopiero w XIV wieku, to jednak o Cassubii jako kraju Kaszubów są podobno wzmianki już w dawniejszych dokumentach. Jest w nich mowa o podziale Pomorza na początku XII wieku (po śmierci Świętobora I w 1107 r.) na Sławię, tj. obszar zachodni Pomorza między rzekami Pianą a Parsętą, i Pomerelię to jest wschodni obszar od rzeki Parsęty po Wisłę. Ten wschodni obszar bywa od XIII wieku nazywany mianem Kaszubii. Tak na przykład Warcisław III tytułuje się księciem Kaszubów, a Barnim I – księciem Słowian albo Kaszubów. Ale tytułu tego użył dopiero po opanowaniu obszaru Cassubii między rzeką Parsętą a Słupią (1246 r.). Jest więc prawdopodobne, że właśnie Sławia była pierwotnie ojczyzną Słowińców, a Kaszubi zamieszkiwali terytorium Cassubii na wschód od Parsęty.
W ubogim materiale etnograficznym materialnej kultury ludowej Pomorza Zachodniego trudno dziś znaleźć wystarczające potwierdzenie istnienia większej ilości regionalnych zróżnicowań, które rzekomo na tym obszarze stwierdzali językoznawcy oraz archeologowie, o których pisała m.in. B. Stelmachowska, etnograf.
Bogdan Matławski pisze: „Morskość i pomorskość w ludowej muzyce Pomorza Zachodniego łączy się z powstawaniem w tym regionie nowej twórczości ludowej. Odznaczała się ona pewną odrębnością w detalach, w zależności od rodzaju grup społecznych, z których wywodzili się twórcy, a jednak w swej strukturze wykazywała pewną spoistość. Ów wspólny rys wynikał przede wszystkim ze scalenia wielu elementów kulturowych w jednym modelu lokalnym. Współczesna twórczość ludowa na Pomorzu Zachodnim uwarunkowana była całkowicie odmiennymi od reszty kraju okolicznościami powstania oraz okolicznościami rozwoju i kształtowania się. Wpływ na kształt nowej twórczości ludowej miały też różne formy życia świetlicowego, klubowego, w ogóle – organizacyjnego, i wiążący się z tym amatorski ruch artstyczny. Powiedzieć też trzeba, iż nowa, współczesna muzyczna twórczość ludowa, szczególnie w województwie szczecińskim w latach sześćdziesiątych nie była w szerszym stopniu obiektem zainteresowań badawczych.”

Stroje

Tak ważne zjawiska sygnalizujące zróżnicowanie grup etnicznych, jak stroje regionalne, uległy w XIX wieku na Pomorzu Zachodnim kompletnemu zanikowi. Z opisów a i to niepełnych, znamy zaledwie kilka cech dawnego stroju Słowińców, nadłebskich Kaszubów i mieszkańców regionu pyrzyckiego. Nie znamy jednak zupełnie historii tych ubiorów i czynników, przy udziale których tworzyły się one i przeobrażały. Strój pyrzycki opisała A. Dobrowolska (Strój pyrzycki. „Atlas Polskich Strojów Ludowych” – Wrocław 1954).

  1. Tetzner pisze, że w ostatnim dziesięcioleciu XIX wieku strój Słowińców mocno się już upodobnił do stroju ogólnie na Pomorzu noszonego.

Dawne sukmany męskie Słowińców były brązowe, lub raczej w kolorze mchu, długie za kolana, bez fałd, zapinane na haczyki. Nosili też jaki czerwone i niebieskie oraz kamizele lniane białe, albo wełniane czarne.Portki lniane latem, a sukienne zimą wpuszczano w długie skórzane buty. Na kolana wciągali dziane z wełny kolorowe opaski. Latem chodzili w drewnianych pantoflach tzw. korkachKapelusze nosili stożkowe, sztywne, filcowe, niewysokie, czarne o rondach okrągłych i dość szerokich, opasane czarną wstążką.
W dawnym słowińskim stroju kobiecym dominował kolor czarny. Jedynie u dziewcząt widać było barwne, żywe w kolorach fartuszki jasnoniebieskie, różowe i zielone. Natomiast kobiece suknie, spódnice, spódnice, kaftany były pasiaste, utrzymane jednak w tonacjach barw ciemnych, najczęściej czarno-szarych. Jedynie pończochy były czerwone. Niewiele wiemy o czepcach i innych nakryciach głowy, które znamy tylko z nazwy (zagłówk,spadnóżk). Zdarzały się czepce czarne naszywane złotogłowiem. Natomiast dziewczęta niezamężne chodziły z nieokrytymi głowami, splatając włosy w warkocze. Na głowę zakładały jedynie opaski z barwnych, jedwabnych wstążek, wyszywanych na końcach w kwiaty.
Główne cech tego stroju, zarówno męskiego jak kobiecego, były więc podobne do kaszubskich i wielkopolskich. Różnice przejawiały się tylko w cechach drugorzędnych.

Utrzymanie

Środki utrzymania czerpała ludność nadmorskich wsi Pomorza Zachodniego z rybołówstwa, a jedynie pobocznie z rolnictwa przyzagrodowego.
Inaczej jednak było we wsiach leżących z dala od morza i jezior. Tam głównym zajęciem stało się rolnictwo.
Narzędzia rolnicze i technologie stosowane w rolnictwie, rybołówstwo i z nim związane narzędzia, techniczne umiejętności Słowińców, to tematy dalszych badań etnograficznych

Obrzędowość i zwyczaje

Słowińska obrzędowość cyklu dorocznego oraz obrzędowość cyklu rodzinnego ma jak najbardziej słowiański charakter w cechach ogólnych, a bardzo polski w cechach szczegółowych. Pyrzycka obrzędowość uległa silniejszej germanizacji. W obrzędach dorocznych Pomorza Zachodniego charakterystyczne są zjawiska znane nam z obszaru całej Polski.
Wymienimy tylko te, które są ważniejsze ze stanowiska etnografii: chodzenie po wsiach tzw. trzech króli z Herodem, diabłem, dziadem, niedźwiedziem, kosą itp.
Nieco odmienne pochody maszkarowe organizowano także w okresie zapustnym. Praktykowano również wiosenne i letnie palenie ogni na wzgórzach (w wielkim tygodniu przed Wielkanocą i na św. Jana w dniu 24 czerwca), taczanie jajek ze wzgórz w niedzielę wielkanocną. Owe wzgórza Niemcy nazwali „wendyjskimi wzgórkami”.
Bardzo wymowna w etnograficznej treści jest także pomorska obrzędowość żniwna. Ostatni snop ścięty na polu nosił tam, podobnie jak w Wielkopolsce, nazwę stary albo dziad. Był on uroczyście odwożony do stodoły przy wtórze śpiewów i muzyki, umajony zielenią, czasami polewany przez parobków wodą. Cała ta obrzędowość nosiła nazwę korony. Oznaczano ją nazwą analogiczną do wielkopolskiego wieńca.
Kiedy chodziło o szybkie zebranie siana lub zboża z czyjegoś pola zwoływaną całą wieś. Praca odbywała się wtedy nocą. Pracy towarzyszyły śpiewy i muzyka. Mężczyźni przychodzili „uzbrojeni w kosy, w sierpy, nawet pałki. Akcję poprzedzał ceremoniał sądu nad polami. Po odpowiedniej oracji, w której łąka albo łan zboża był symbolicznie skazywany na śmierć, przystępowano do gromadnej kośby.
W obrzędowości wiosennej warto zwrócić uwagę na zwyczaj pierwszego wiosennego wypędu bydła na pole w Zielone Święta. Tu i ówdzie towarzyszyło temu wieńczenie zielenią rogów bydła, przepędzanie go w pobliżu ognia, okadzanie itp. Nawet gęsi otrzymywały wtedy wianki kwietne na szyje. Znane były także wyścigi pasterzy pędzących bydło po raz pierwszy w danym roku na pole. Najszybszy z nich zostawał królem pasterzy i miał prawo do specjalnego w tym dniu traktowania, poczęstunku, zabawy.
Zwyczaje narodzinowe, pogrzebowe i weselne wykazują także liczne podobieństwa do odpowiedników z innych regionów Polski. Wiele z dawnych zabiegów o charakterze magicznym już w XIX wieku zanikało.
Uważano np., że ciężarna kobieta nie powinna gotować wody, gdyż to może dziecku zaszkodzić. Dziewczyna, która straciła dziewictwo, mogła się okupić datkiem, składanym anonimowo na murze kościelnym. Zmarłemu mężczyźnie dawano do trumny: książkę do nabożeństwa, flaszkę wódki, monetę, trochę sierści i piór żywego, domowego inwentarza. Ławę na której stała trumna, wyrzucano z domu i składano razem z trumną do grobu. Chodzi w tym zabiegu o to, żeby duch zmarłego nie wracał i na niej nie siadał. W trumnę i tragarzy uderzano zieloną wicią, którą po połamaniu rzucano także do mogiły. Gdy kondukt żałobny wyruszał z domu żałoby, przestawiano w pasiece ule oraz bydło w oborze – aby nie podążyło za zmarłym.
Wesela odbywano najchętniej w poniedziałki, piątki albo soboty, zazwyczaj w porze jesiennej. Gości na wesele spraszał starosta weselny. Kapelusz jego zdobiły pęki czerwonych, niebieskich i zielonych wstążek. Podobny pęk wstążek powiewał u jego laski barwne jedwabne wstążki grały zawszę znaczną rolę w zdobieniu weselnego stroju uczestników wesela. Druhny, których panna młoda powinna mieć przynajmniej cztery, zdobiły się także haftowanymi w kwiaty wstążkami, które przypinały na piersiach i z tyłu u stanika. Zaproszenia starosta wygłaszał w formie rymowanej, obchodząc kolejno domy. Prezenty ślubne ofiarodawcy składali w domu panny młodej w „dziewiczy wieczór”, tj. wieczór poprzedzający dzień weselny. Po uroczystości kościelnej weselny orszak zazwyczaj wstępował na poczęstunek do karczmy, a dopiero potem następował powrót do domu, gdzie odbywała się uczta weselna. Tetzner, powołując się na Backiego, wspomina że Słowińskie wesela w okolicach Koszalina jeszcze pod koniec XVIII wieku odbywały się bardzo hucznie i z dużą fantazją. Parobcy rozwożący zaproszenia jeździli konno. Przystrojeni byli bogato, barwnymi wstążkami. W ręku dzierżyli oszczepy, także wstążkami przystrojone. Wjeżdżali konno do sieni, a nieraz nawet do izby i z konia wygłaszali rymowane zaproszenia. Weselne orszaki były zazwyczaj liczne. Państwo młodzi jechali wozem konnym, ciągnionym przez cztery konie. Na osobnym wozie, na czele orszaku, jechała kapela. Opis ten przypomina dawne chłopskie wesela w centralnych i południowych regionach Polski.
Do pewnych osobliwości obszaru nadłebskich Kaszubów w XIX wieku należały wesela wspólne. Odbywały się one na św. Dionizego (2 października). Zjeżdżało na nie po kilka lub kilkanaście par narzeczonych, które ustawione w długi pochód wiódł do ślubu wspólny starosta. O takich weselach w parafii cecenowskiej, główczyńskiej, w Izbicy i w Żarnowsku pisze B. Stelmachowska w pracy zbiorowej Pomorze Zachodnie T. I. (1949 s. 221-223).

Język, legendy …

O słowińcach wiadomo, że posiadali swój język, w którym wypowiadali swoje myśli wyobrażenia o świecie, wierzenia itp.
Z ich oryginalnego folkloru zostały zapisane zaledwie ułamkowe fragmenty.
Do ciekawszych opowiadań należą specyficznie nadmorskie legendy o widmowych łodziach rybackich, o potwornych rybach i ognistych ludziach. Legendy o wątkach historycznych, jak np. pochodząca z Rugii legenda o dawnych wendyjskich pochowkach.
Wendowie chowali zmarłych co najmniej parami. Jeżeli ktoś zmarł a we wsi nie było drugiego nieboszczyka, wtedy zwłoki zmarłego mumifikowali, wieszając je nad ogniskiem. Tak uwędzone mogły one przetrwać miesiące i lata aż do momentu, kiedy zmarł ktoś drugi. Wiele legend dotyczy dawnych morskich rozbójników, zaraz, wojen i dawnych władców pomorskich (m.in. o Raciborze z Białogardu, o Bogusławie X i in.).
Słowińcy mieli także swoje śpiewki i przysłowia. A. Parczewski w latach 90 ubiegłego stulecia zanotował na ziemi koszalińskiej min. następujący urywek przyśpiewki: tańca ryba z rekom, zelena petraszka z posternekom, cebulka se nie modze dzeyewa, jak na zelona pietraszka tańcować nie mojegla. Jest to znany wątek piosenki polskiej.
O kilku innych wspomina Tetzner. M.in. przytacza on śpiewkę: Na tej stronie jeziora, pasła dziewka gąsiora – także znaną nam z innych regionów Polski.
Nie brak było Słowińcom przysłów także szeroko w Polsce rozpowszechnionych, że np. w noc są każdi koty szare lub jabłko padni niedalik od jabłoni.
Wśród przesądów znanych w folklorze słowińskim przewija się m.in. charakterystyczny wątek o tym, że garbus i kuternoga mają właściwości czarownicze. Znany to wątek w polskim folklorze.
Osobnym działem ludowej kultury Pomorza Zachodniego jest sztuka ludowa. Z archaicznych instrumentów muzycznych zachowały się już tylko wspomnienia o trubicach i trubach (Pyrzyce i pow. Słupski) oraz odudach (pow. Słupski).
Dawne ludowe skrzynie tak na Pyrzycach jak u Słowińców oraz Kaszubów były ozdobnie malowane w kolory modre i brunatne z ornamentami, których tradycje kontynuują jeszcze obecnie Kaszubi. Również dawne meble ludowe w Jamnie (pow. koszaliński) były barwnie malowane. Na tle brunatnym, a czasami modrym przewijały się faliste linie ornamentacyjne oraz ozdobne motywy serc, gwiazd, tulipanów, gołębia, a nawet stylizowanego orła. Motywy te były utrzymane raczej w jaskrawych kolorach.
Z przepięknych haftów słynęły Pyrzyce. Tetzner wspomina także o sztuce wycinanek wyrobu kwiatów z papieru, bardzo popularnej w wioskach Słowińców.
Szkic powyższy posiada charakter bazo fragmentaryczny. Pochopne opinie etnografów, tak niemieckich jak i polskich, które autorytatywnie przesądzały narodowy charakter tych albo innych składników kultury (np. budowę domów z bali drewnianych, wiązanych na węgieł, albo zwyczaj chodzenia z niedźwiedziem itp.) jako tylko polskie czy tylko słowiańskie albo na odwrót, jako tylko niemieckie lub germańskie, okazały się błędne. Niektóre z tych zjawisk mają zasięg geograficzny daleko szerszy, niż łączne terytorium Polski i Niemiec. Są te niekiedy pradawne zasięgi europejskie lub nawet euroazjatyckie (np. chodzenie z niedźwiedziem). Niepoważny i nienaukowy jest wielki szowinizm w tych sprawach. W ludowa kultura Pomorza Zachodniego elementy słowiańskie i germańskie, w wyniku kulturowych nawarstwień i asymilacji splotły się w wielu przypadkach w nierozdzielne związki.
Naszą wiedzę o ludowej kulturze Pomorza Zachodniego należy uzupełnić przez bardzo staranne poszukiwania etnograficzne w terenie oraz przez kwerendy bibliograficzne i archiwalne.

Materiały źródłowe:

  1. Fischer A.: Kaszubi na tle etnografii Polski. Toruń 1934
  2. Lorentz F.: Teksty pomorskie. Kraków 1913, 1914, 1924
  3. Matławski Bogdan: Tradycje polskiej muzyki ludowej w kulturze Pomorza Zachodniego w latach 1945-1970 s. 255, Wydawnictwo „Dokument”, Oficyna Archiwum Państwowego w Szczecinie, Szczecin 2002
  4. POMORZE ZACHODNIE NASZA ZIEMIA OJCZYSTA: praca zbiorowa pod red. Kazimierza Ślaskiego. Poznań 1960
  5. Stelmachowska B.: Czego nie starła wojenna zawierucha. Pomorze Zachodnie. Poznań 1949
  6. Ślaski K.: Przemiany etniczne na Pomorzu Zachodnim. Poznań 1954
  7. Tetzner F.: Die Slaven in Deutschland. Braunschweig 1902.

ŻYCIE CODZIENNE POMORZAN W DAWNYCH WIEKACH WIEK X (cz. 1)

Autor: Zenon Gołaszewski 3 grudnia 2014 71 Wyświetleń

Na początku naszej podróży wehikułem czasu po Pomorzu X wieku proponuję przyjrzeć się zamieszczonej powyżej mapce. Nie bez powodu. W poprzednim, wstępnym artykule, wywnioskowaliśmy na podstawie materiałów źródłowych, iż Pomorzanie (zwani przez starożytnych Wenedami) są jakby starszymi braćmi w stosunku do pozostałych Polaków. Prawdopodobnie stanowili forpocztę słowiańskich migrantów. O kilka stuleci wyprzedzili drugą, znacznie większą ich falę (przełom V/VI w. n.e.), która sprawiła, że (jak informuje nas chociażby Wikipedia) stanowią dzisiaj najliczniejszą grupę ludności indoeuropejskiej w Europie.

Historycy, mówiąc i pisząc o Słowiańszczyźnie, najczęściej dzielą ją na południową, wschodnią i zachodnią. Co do ostatniej, to wydzielą z niej jeszcze Słowiańszczyznę połabską. Pojęcie Słowiańszczyzna północna, lub Słowianie Północni (a może bardziej literacko: „Północy”?) w zasadzie nie funkcjonuje, a warto, by przynajmniej wśród historyków i etnografów takie określenia się pojawiły. Utożsamianie Pomorzan wyłącznie z Kaszubami też nie jest trafne: w czasach, o których piszemy, stanowili oni jedno z pomorskich plemion, na dodatek zamieszkujących okolice Białogardu (na terenie obecnego województwa zachodniopomorskiego).

Zamieszczona mapka wyjaśnia ponadto, dlaczego przez te terytoria przebiegały liczne i często uczęszczane szlaki handlowe: lądowe i morskie. Z pewnością udogodnieniem był niemal identyczny język, ale również religia i obyczaje. Do mapki jeszcze wrócimy, gdy nasz wehikuł skierujemy w bliższe nam stulecia, by chociażby podywagować nad kwestią licznie i chętnie emigrujących do Gdańska mieszkańców Lubeki oraz ścisłych kontaktów towarzyskich i handlowych między tymi miastami. Teraz tylko nadmieńmy, że zarówno Związek Obodrzycki (kolor wrzosowy), Związek Wielecki (kolor zielony) oraz Ranowie (kolor brązowy) stanowili w omawianym okresie silne organizmy państwowe. Zachowywały niepodległość i dawały zdecydowany opór wszelkim agresorom. Potrafiły też dawać im bolesne nauczki. Najlepiej świadczy o tym fakt, że podczas gdy ówczesny świat lękał się wikingów, wikingowie na odmianę drżeli przed Słowianami Północy. Była to epoka, gdy na Morzu Bałtyckim niepodzielnie rządzili Normanowie (dosłownie „Ludzie Północy”, jak zaczęto mówić na wikingów) oraz Słowianie Północy. Niemcy o Bałtyku wiedzieli jedynie z opowiadań, chyba że mieli okazję widzieć to morze jako kupcy docierający do któregoś z nadbałtyckich grodów.

O ile Pomorzanie dzielnie bronili się przed najeźdźcami i byli dla nich niezwykle groźni, to na odmianę okazywali niezmierną gościnność wszystkim przybywającym do nich w pokojowych zamiarach. Nie ukrywali tego zachodni kronikarze, skądinąd nieprzychylni Słowianom północnym, co tym bardziej uwiarygodnia ich przekazy. I tak na przykład niemiecki kronikarz żyjący w 2 poł. XI w. – Adam z Bremy, pisał o Wolinianach, iż „pod względem obyczajów i gościnności nie ma ludu bardziej uczciwego i przychylnego”. Z kolei Herbord, autor Żywotów św. Ottona, odnotował w odniesieniu do Pomorzan: „Taka zaś między nimi jest wiara i społeczna świadomość, że w ogóle nie znajdziesz wśród nich złodziei lub oszustów. Nie posiadają skrzyń lub zamkniętych schowków, bo nie widzieliśmy u nich ani zamku, ani klucza; co więcej: bardzo się dziwili, że nasze tobołki i skrzynie widzieli pozamykane. Odzież swoją, pieniądze i wszystkie kosztowności chowają w beczkach i stągwiach całkiem zwyczajnie przykrytych. Nie obawiają się żadnego oszustwa, bo go nie znają. I co dziwnie powiedzieć, stół ich nigdy nie jest pusty, nigdy bez nakrycia, a każdy gospodarz ma dom czysty i wygodny, służący tylko dla wypoczynku. Stół zawsze jest tam pełen wszystkiego, co potrzeba do picia i jedzenia, a po zebraniu jednego zastawia się co innego. Nie dopuszcza się myszy ani stawia pułapki na myszy, lecz w oczekiwaniu na biesiadnika nakrycia przykrywa się czystą chustą. O jakiejkolwiek porze chcą się posilić, obojętnie: goście czy domownicy, znajdują wszystko przygotowane na stole”. Echem tamtych czasów jest zwyczaj stawiania dodatkowego talerza podczas Wigilii dla nieoczekiwanego gościa. Natomiast Helmold w swej Kronice Słowian, donosząc o Ranach (mieszkańcach wyspy Rugia – zob. mapkę, kolor brązowy), wspomina nie tylko o gościnności, ale przy okazji o ich stosunku do siebie nawzajem, co w równym stopniu można odnieść do pozostałych Słowian Północy: „Chociaż nienawiść imienia Chrystusowego i ognisko zabobonów większe było u Ranów niż u pozostałych Słowian, odznaczali się jednak wielu wrodzonymi zaletami. Cechowała ich w wysokim stopniu gościnność. Okazują też należny szacunek rodzicom. Nie spotyka się również u nich nigdy ani ubogich, ani żebraków; skoro bowiem ktoś u nich staje się niedołężny wskutek choroby lub starości, porucza się go spadkobiercy, który winien go otaczać najtroskliwszą opieką. Albowiem gościnność i troska o rodziców uchodzą u Słowian za pierwsze cnoty”.

Gościnność ta ukształtowana pod wpływem dawnych wierzeń była zarówno dobrym obyczajem, jak i surowo przestrzeganym obowiązkiem. Uchybienie temu narażało na powszechną pogardę otoczenia.

Innym ewenementem ówczesnych Pomorzan był brak w tamtym okresie rozbudowanej hierarchii społecznej. Chociaż jak w każdym społeczeństwie byli „lepsi i gorsi”, to nie dzielili się na plebs i arystokrację, każdy miał poczucie wolności i równości; nawet władcy byli wybierani, a jeśli pojawiali się dynastyczni, to też z woli ludu. Obce im było pojęcie „król”. Po starożytnych Grekach byli jednymi z pierwszych, którzy żyli na sposób demokratyczny. Każdą ważniejszą decyzję podejmowano przez głosowanie wszystkich lub przez głosowanie starszyzny plemiennej. Podczas wiecu każdy miał prawo głosu.

Pomorzanie uważali, że swój dostatni byt i wysokie morale zawdzięczają religii – religii swych ojców – rodzimowierstwu. W chrześcijaństwie nie widzieli nic, co by im mogło zaimponować. Nic też dziwnego, iż długo – gdyż aż do XII wieku – opierali się wpływom chrześcijaństwa. Wśród Słowian stanowili ostatni bastion kultywujący dawne, przedchrześcijańskie wierzenia. Nie od rzeczy będzie zatem przyjrzeć się tym ich wierzeniom. Ale uczynimy to już tematem kolejnego odcinka.

Zenon Gołaszewski

Naród kaszubski czy pomorski?

Nasi Sympatycy zwracają się do nas z prośbą o wyjaśnienie kwestii terminologicznej. Pytają, czy – ze względu na historię – właściwszym określeniem od stosowanego obecnie naród kaszubski nie byłyby naród pomorski. Wyjaśniamy więc, dlaczego, będąc spadkobiercami dawnych Pomorzan, określamy się narodem kaszubskim.

Stefan Ramułt zatytułował swoje dzieło Słownik języka pomorskiego czyli kaszubskiego, a w Przedmowie do niego wyjaśniał: A gdy Kaszubi niczym innym nie są, jak tylko bezpośrednimi potomkami dawnych Pomorzan, jest zupełna racja używania wyrazów „pomorski” i „kaszubski”, jako synonimów, tym więcej, że są inne jeszcze powody, za tym przemawiające. Przed nim Florian Ceynowa napisał: Kaszebji są Pómórzanamji; ale njevszetce Pómórzanji są Kaszebamji [pisownia oryginalna]. Można więc iść tymi śladami i utożsamiać te dwa słowa czy też zamiennie stosować. Warto jednak przypomnieć to, co w Historii Kaszubów napisał Gerarda Labuda: Zrazu Kaszubi jako lud są tożsami etnicznie i kulturowo z Pomorzanami, jednakże w toku rozwoju procesów historycznych pojęcie Pomorzan nabiera znaczenia wielonarodowościowego w wyniku procesów migracyjnych i wynaradawiających związanych z napływem na tę ziemię ludności polskiej, niemieckiej, skandynawskiej, szkockiej, angielskiej i bałtyjskiej.

Określenie Pomorzanie jest starsze (i to niemal o 200 lat) od Kaszubi. Oczywiście, chodzi o historię pisaną, bo jak było w rzeczywistości, to jednoznacznie trudno powiedzieć. Warto dodać, że prawdopodobnie terminPomorzanie jest obcego (polańskiego? polskiego?) pochodzenia, a Kaszubi zapewne nazwą miejscową. Czy ma to jednak jakieś znaczenie dla omawianej kwestii?

Jeśli mówimy o narodach we współczesnym tego słowa rozumieniu, to powstały one generalnie w XIX w. Wówczas nastąpiło zwieńczenie wielowiekowego procesu kształtowania się narodów lub – w wielu przypadkach – dopiero jego początek. Naturalny proces powstawania narodu kaszubskiego został przerwany przed wiekami, co było związane m.in. z upadkiem kaszubskiej państwowości. Kaszubskie odrodzenie narodowe rozpoczęło się dzięki Florianowi Ceynowie, w połowie XIX w. W ciągu ostatnich 150 lat, które minęły od wystąpienia Ceynowy, kaszubska świadomość narodowa objęła wielu przedstawicieli wszystkich warstw społecznych.

Od czasów Ceynowy odwołujemy się do całego Pomorza, to jednak robimy to raczej pod szyldem Kaszubów, a nie Pomorzan, choć często zamiennie stosujemy te określenia. Czynimy tak, gdyż w wyniku procesów asymilacyjnych, które miały miejsce na Pomorzu (zob. cytat z Historii Kaszubów G. Labudy), z dawnych mieszkańców Wielkiego Pomorza, jedynie część Kaszubów zachowała swoją tożsamość. Dlatego – posługując się słowami Alfonsa Cierockiego, kaszubskiego publicysty z okresu międzywojennego – możemy mówić, że Kaszubi są wyłącznym dziedzicem nazwy „Pomorzan”, która tym samym, w znaczeniu etnograficznym, staje się równoznacznikiem nazwy „Kaszubi”.

Są jeszcze inne powody, by używać określenia naród kaszubski. W związku z tym, że termin Pomorzaniedawno utracił swój etniczny (kaszubski) wymiar, dzisiaj stosowane w mediach polskich pojęcie Pomorzeczęsto odnosi się tylko do Pomorza Zachodniego, czyli do obszaru, gdzie Kaszubi już nie mieszkają w zwartej masie. Natomiast dla współczesnych Kaszub używa się najczęściej określenie Wybrzeże. Przynajmniej takie wrażenie można odnieść oglądając telewizyjne prognozy pogody. W mediach chętniej (niekiedy nawet wyłącznie) używa się określenia Pomorze dla Bytowa, Lęborka, Gdańska, Gdyni, Sopotu czy Wejherowa, czyli ogólnie miast. I analogicznie: mieszkańców tych miast określa się Pomorzanami. W tych przypadkach, ma się na uwadze wszystkich mieszkańców, gdyż nadaje się temu pojęciu jedynie charakter geograficzny. Prawdopodobnie duże znaczenie w tej materii ma fakt, że jesteśmy mieszkańcami województwa pomorskiego, więc niejako naturalnie, jego mieszkańcy to Pomorzanie. W ten sposób, jeśli nie będziemy podkreślać tego, że jesteśmy Kaszubami, to nikt nie dostrzeże etnicznej specyfiki Pomorza, a ponadto – być może – stałoby się to elementem (obok tak wielu innych, obecnie już istniejących), który negatywnie wpłynąłby na kaszubską tożsamość. Znamienny jest tu przykład Gdańska, nie tylko rozumianego jako stolica, ale choćby tylko jako miasto leżące w granicach Kaszub. Kilkadziesiąt lat systematycznego rugowania (m.in. w mediach) kaszubskości Gdańska, zaowocowało tym, że w świadomości wielu mieszkańców Pomorza, także Kaszubów, Gdańsk nie leży na Kaszubach. Ten proces dokonał się w zasadzie także w przypadku Sopotu, a na naszych oczach kończy się w odniesieniu do Gdyni. Należy spodziewać się, że ta tendencja będzie się rozwijać.

Zostaje jeszcze rzecz najważniejsza – sami Kaszubi identyfikują się jako Kaszubi, a nie jako Pomorzanie. Bycie Pomorzaninem nie ma dla ogółu Kaszubów wymiaru etnicznego. Możemy próbować to zmienić, ale raczej tylko w tym celu, by wiedzieli, że są potomkami dawnych Pomorzanach (to ważne!), a nie po to, by określali się dzisiaj narodem pomorskim. Dodać też należy, że właśnie jako Kaszubi jesteśmy postrzegani przez naszych nie-kaszubskich sąsiadów, z którymi dzisiaj wspólnie zamieszkujemy Pomorze. Tak też postrzega się nas w świecie.

Jeśli dzisiaj będziemy chcieli się określać Pomorzanami, to nie będzie to już nas wyróżniać spośród innych mieszkańców Pomorza. Za bardzo bowiem zakorzenił się termin Pomorzanie jako określenie wszystkich mieszkańców regionu. To, co nas wyróżnia, to bycie Kaszubami. Cały czas trzeba musimy jednak podkreślać, że jesteśmy potomkami dawnych Pomorzan. Musimy pamiętać, że tylko Kaszubi spośród wszystkich mieszkańców współczesnego Pomorza, są Pomorzanami we wszystkich znaczeniach (etnicznym, historycznym, geograficznym, administracyjnym) tego słowa.

http://kaszebsko.com/

https://www.facebook.com/pages/Zwi%C4%85zek-Pomorzan-Zrzesz-P%C3%B2m%C3%B2rz%C3%B3n/500507256641406

Związek Pomorzan (Zrzesz Pòmòrzón)

22 godz. ·

Kościół Pomorski, czyli 480. rocznica zebrania się Sejmiku Trzebiatowskiego.

Tyle lat temu, właśnie zimową porą, 13. grudnia ustanowiono protestantyzm religią państwową na Pomorzu. Nie było to szczególnie trudne, rozwój humanizmu wśród Pomorzan oraz ich dezaprobata dla przywilejów i uczynków kleru, szczególnie wśród mieszczaństwa, doprowadziły dość szybko do uznania nauk Marcina Lutra. Bywało, że mieszczanie brali sprawy w swoje ręce i otwarcie występowali przeciw katolickim księżom. Bywało, że patrycjat wypędzał takich księży i powoływał na ich stanowisko protestantów.

Już od 1523 r. na Pomorzu działał reformator Paweł von Rhoda, później generalny superintendent Pomorza (głowa kościoła). Jego protestancka nauka była życzliwie przyjmowana przez Pomorzan, aczkolwiek dynastia książęca oraz pomorskie rycerstwo nie sprzyjało Reformacji. Nastawienie Gryfitów szybko zmieniło się w 1532 r., gdy tron objął książę Filip (któremu nota-bene ślubu udzielał sam M. Luter). To jemu Pomorze zawdzięcza Sejm w Trzebiatowie w 1534 r.

Mówiąc o początkach Reformacji na Pomorzu nie można nie wspomnieć o Janie Bugenhagenie. Ów wolinianin, zasłużony teolog i historyk (mówiono o nim Doctor Pomeranus), rektor szkoły miejskiej w Trzebiatowie, założył tam pierwszą ewangelicką wspólnotę. Bugenhagen miał również swój wkład w sam Sejmik, albowiem był twórcą pierwszej ordynacji kościelnej (saks. Kercken Ordeninge), która stała się podstawą organizacji Kościoła ewangelickiego.

Likwidacja majątków kościelnych zasiliła książęcy skarbiec. Dzięki temu w roku 1543 książęta Filip I i Barnim XI ufundowali Pedagogium Książęce w Szczecinie, które było, po Uniwersytecie w Gryfii, drugim najważniejszym ośrodkiem naukowym w Księstwie. W Pedagogium uczyli się nie tylko Pomorzanie, uczniowie zjeżdżali tam z całej Europy. Jednak, mówiąc o Pomorzanach, warto zauważyć, że jeszcze w XVII wieku chętnie przyjmowano studentów władających językiem kaszubskim albo językiem polskim, była bowiem potrzeba kształcenia słowiańskojęzycznych urzędników i takiegoż kleru. Reformacji Pomorze zawdzięcza także Michała Brüggemana i Szymona Krofeya, siedemnastowiecznych twórców pierwszych dzieł literackich w języku kaszubskim i języku polskim z licznymi kaszubizmami (pomeranizmami) dla nieznających saskiego i niemieckiego języka Pomorzan z okolicy Słupska i Łeby (Słowińcy).

Pomorski Kościół Ewangelicki istniał nieprzerwanie jako samodzielny Kościół protestancki tradycji luterańskiej do 2006 r., do czasu synodu w Züssow na Pomorzu Przednim. Najdłużej istniejącymi społecznościami słowiańskojęzycznymi na reformowanym Pomorzu byli Słowińcy, a także niektóre kaszubskie zbory na Pomorzu Gdańskiem. Do dzisiaj luterańskie fary działają m.in. w Słupsku, Koszalinie, Sopocie i Szczecinie. Także w Trzebiatowie znajdziemy dziś ewangelicki Kościół św. Jana. Natomiast Kaplica św. Ducha, w której zebrał się Sejmik Trzebiatowski, dziś należy do Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego.

Zarówno Słowińcy, jak i Kaszubi z Pomorza Gdańskiego, zwykli dawniej rozróżniać na „polską wiarę” (katolicką) i na „niemiecką wiarę” (protestancką). Patrzono bowiem wówczas często na narodowość przez pryzmat wiary i języka, którym jej krzewiciele się posługiwali. Tak samo przed wojną było u Białorusinów, dla których katolicyzm był „wiarą polską”, natomiast prawosławie „wiarą rosyjską”, natomiast w żadnym kościele nie słyszeli własnego języka.

http://www.folklor.biz/ludowa_kul.htm

1

2

 

3